Poszukując odrobiny egzotyki, ciepłego klimatu i błogiego spokoju dotarłam do serca Dalmacji. Starożytne miasto Trogir powitało mnie jednak czarnymi chmurami i ulewą w typie oberwania chmury, przez co urok chorwackiego krajobrazu mogłam ujrzeć dopiero następnego dnia po przyjeździe. Kiedy odsłoniłam żaluzje w sypialni moim oczom ukazał się iście bajkowy widok. Z sypialni wychodziło się od razu na duży taras, który jednocześnie był zejściem na piaszczystą plażę, sztucznie usypaną dla wygody przyjeżdżających turystów. Trzeba przyznać, że piasek na chorwackiej plaży trafia się rzadko, zwykle jest to drobny żwirek lub kamienie, albo betonowy falochron.

Woda w Adriatyku była krystalicznie czysta, a jednocześnie ciepła bez względu na porę dnia, czy nawet pogodę. Z tarasu widać było panoramę horyzontu, a z drugiej strony obronne mury Starego Miasta, gdzie chodziliśmy na lody. A muszę przyznać, że ten przysmak w Trogirze serwowany jest naprawdę w ogromnych ilościach. Puchary lodowe dla pań na diecie są kluczem do tycia, ale nie można sobie odmówić tego deseru odpoczywając pod palmą w otoczeniu starożytnej architektury. Zresztą, kto by się opierał lodowym pucharom w czasie takich upałów. Tak, więc spacery w Trogirze miały zwykle tylko jeden cel, albowiem prowadziły do średniowiecznego rynku,  przy którym znajdowały się kawiarenki. Pochłaniane kalorie można było spalić nurkując u wybrzeży Trogiru, na zorganizowanych przez właścicieli apartamentów wycieczkach łodziami.