Wspominając dzieciństwo i kolonie na Mazurach w uszach zawsze dźwięczała mi w uszach obozowa piosenka o lecie z komarami i wydawać by się mogło, że brzęczące paskudztwo jest tylko naszą krajową atrakcją. Ta teoria okazała się być błędna.

Lignano na adriatyckim wybrzeżu Włoch to kurort o wielu walorach. Po pierwsze czyste i piaszczyste plaże i zawsze gwarantowane słońce sprzyjają wypoczynkowi biernemu. Oczywiście, o ile ktoś lubi wylegiwać się w skwarze na parzącym piachu. Ja lubię czynny wypoczynek, zwiedzanie i podziwianie tego, co ludzkość tworzyła przez lata. Włochy, jak inne południowe kraje prowadzą bardziej nocny tryb życia. Tam ulice zaludniają się dopiero po godzinie dwudziestej. Gwar w restauracjach i muzyka przyciągają do siebie turystów. Największą frajdą jest jednak nocna kąpiel w Adriatyku, o której marzyłam od dziecka. Upalny wieczór i ciepła morska woda są najlepszą kombinacją na wieczorny relaks.

Jedno czego się w tych planach nie przewiduje to wściekłe komary, które po zbliżeniu się do plaży natychmiast atakują turystów. Niestety po kilku minutach na gorącym jeszcze piasku, ochota na kąpiel natychmiast mi minęła i postanowiłam spędzić resztę wieczoru w kawiarence muzycznej z dala od brzęczących terrorystów.