Mojej przyjaciółki z dzieciństwa nie widziałam już od dziesięciu lat. Od czasu gdy rodzice jej wybudowali dom oddalony od mojego o ponad trzysta kilometrów. Przez wiele lat kontaktowałyśmy się najpierw listownie, potem za pomocą komunikatora internetowego i telefonu. Wreszcie postanowiłyśmy się spotkać pośrodku drogi, która dzieliła nasze domy. Padło na Kraków. Miasto, którym zachwycają się nie tylko artyści, ale także zagraniczni turyści. Pięknie odrestaurowane kościoły, Rynek z Sukiennicami, Wawel i krakowskie przedmieście tworzą naprawdę malownicze zestawienie. Kraków dla mnie i mojej przyjaciółki stał się też pewnym symbolem. Tam dla nas obu czas się po prostu zatrzymał. Tam pragnęłyśmy zatrzymać swoje wspomnienia ze wspólnych zabaw w dzieciństwie, tam też chciałyśmy opowiedzieć sobie o planach  na przyszłość. Chodząc uliczkami prowadzącymi z Barbakanu do samego Rynku i Kościoła Mariackiego rozmawiałyśmy o wszystkim, co  miało dla nas wielkie znaczenie. Na sam koniec poszłyśmy do legendarnej smoczej jamy, gdzie podobno mieszkał smok wawelski. Wychodząc z ciemnej groty wpadłyśmy na kogoś, kto bynajmniej smoka nie przypominał. Student, który zderzył się z nami zagwarantował nam dodatkowo bardzo ciekawy wieczór. Od tej pory co roku spotykamy się w Krakowie, a do naszego duetu dołączył także ów student, który ożenił się z moją przyjaciółką.