Jako zdeklarowana kobieta wyzwolona nie byłam zachwycona tym, że pracodawcy zorganizowali dla naszej załogi konferencję i serię szkoleń w Istambule. W mieście, gdzie kobiety traktuje się inaczej, niż mężczyzn, gdzie nie mają one nawet własnej tożsamości, skrywane pod czarną burką osobowości. Program szkoleń był tak doskonale zorganizowany przez koncern, że przewidywał także wycieczki fakultatywne po Istambule i okolicach. Samo miasto jest osobliwą gęstwiną meczetów, budowanych w liczbie hurtowej przez kolejnych sułtanów. Niestety ja i moje koleżanki nie wszędzie mogłyśmy wchodzić, z racji panujących tam obyczajów. Oglądanie takich wspaniałych dzieł wschodniej architektury tylko z zewnątrz było dla nas niezbyt przyjemne. Postanowiłyśmy sobie, że wejdziemy do meczetu Nuruosmaniye w przebraniu. Pożyczyłyśmy od kolegów spodnie, bluzki i buty, narysowałyśmy sobie zarost, ja spięłam włosy, a koleżanka krotko ścięta przygładziła swoją fryzurę żelem. Nie wyglądałyśmy zbyt męsko, ale wystarczyło by przemknąć niezauważonymi przez furty meczetu. Obejrzałyśmy to, czego kobietom nie było wolno, ale emocje które nam towarzyszyły wypełnione były sporą dawką adrenaliny.